poniedziałek, 18 marca 2013

Chapter 2. How du you feel?

Po moim ciele przeszły dreszcze. Rozejrzałam się dookoła, nie poznawałam miejsca w którym aktualnie się znajdowałam. Stałam po środku jakiegoś lasu, dookoła było wiele drzew, krzaków, grzybów i kwiatów. Na jednym z kwiatów zauważyłam malutkie białe światełko. Podeszłam bliżej i ukucnęłam a następnie wyciągnęłam zaczerwienioną dłoń w zamiarze dotknięcia promyka światła, była lodowata. Światełko zniknęło, pozostawiając mnie w głuchej ciszy. Poszłam w głąb lasu, próbując wypatrzyć przez gęstą mgłę cokolwiek co mogłoby przypominać cywilizację. Zaczęłam biec. Starałam się wołać o pomoc jednak nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Było zupełnie  cicho, tylko śpiew ptaków i powiew wiatru. Biegnąc co raz szybciej, łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Nagle w oddali pojawił się wcześniej widziany promyk światła. Przyspieszyłam w obawie, aby po raz kolejny  nie zniknął. Zbliżyłam się do niego, a on zaczął razić mnie w oczy swym blaskiem. Przymrużyłam powiekę, zasłaniając twarz dłonią. Z tej jasności wyłoniła się postać mężczyzny. Podszedł do mnie, i uśmiechnął się. Wtedy poczułam się bezpieczna, jakbym od zawsze go znała. Przestałam płakać, a on przetarł dłonią ostatnią łzę z mego policzka. Uniósł moją twarz ku jego, trzymając za podbródek, po czym spojrzał mi w oczy. Nie wiedziałam jak mam się zachować, stałam  jak marionetka. Po chwili uchylił swoje usta.
 - Nie bój się, jestem przy tobie...
Chciałam mu odpowiedzieć, jednak nie mogłam. Chwilę potem odwrócił się, i odszedł. Promyk światła zaczął gasnąć.

Obudziłam się bladym świtem i rozejrzałam po pokoju. Te same ściany, te same meble, te same rzeczy, to był tylko sen. Chociaż był tak realny, moje emocje buzowały. Jakbym przeżyła w nim coś bardzo ważnego. Kiedy już się uspokoiłam, zeszłam z łóżka i ubrałam rzeczy. Postanowiłam się przejść, do końca ochłonąć i pomyśleć. Kochałam wychodzić w tym samym czasie kiedy słońce zaczęło wschodzić na niebo. Bez obaw wymknęłam się z budynku po czym szybkim krokiem ruszyłam przed siebie. Miasto budziło się do życia, samochody zaczęły coraz częściej przejeżdżać tutejszymi ulicami, ludzie zaczęli wychodzić z domów i ptaki zaczęły swoje poranne śpiewy. Pogrążona w myślach nawet nie zorientowałam się kiedy to dotarłam na plażę. Przysiadłam blisko brzegu morza i obserwowałam wschodzące słońce.  Kłębiaste chmury mieniły się ciepłymi kolorami czerwieni i żółci. Szkarłatna tarcza wyłaniała się z wody, bardzo powoli odsłaniając swe nieziemskie oblicze. Wsłuchując się w szum kołyszących się fal zaczęłam dokładnie analizować swój sen który po raz kolejny wkradł się do mojego umysłu.  Po moim ciele przeszły przyjemne dreszcze.
- Piękny widok, prawda? – usłyszałam zachrypnięty głos tuż za moimi plecami. Odwróciłam się do osoby za mną. Nade mną stał uśmiechnięty brunet, miał niesamowicie zielone oczy w których bez problemu mogłabym się zatopić,  a jego loki były rozwiane na wszystkie możliwe strony. Zwróciłam ponownie wzrok na szumiące fale i słońce przede mną. Nieznajomy przysiadł koło mnie i przez chwilę między nami panowała zupełna cisza. Dziwnie się czułam przy nim, od tak pierwszy raz od trzech lat zapragnęłam porozmawiania z kimś..
- Często tu przychodzisz o tej porze? – zapytał. Czułam jak przeszywa mnie wzrokiem i jak się uśmiecha, wywoływało to u mnie może nie dużą ale niewielką radość. Odwróciłam powoli głowę w jego stronę, a kiedy nasze oczy się spotkały, szybko tego pożałowałam. Kiwnęłam głową na „tak” i spuściłam głowę.  Po chwili jednak postanowiłam dalej przyglądać się wschodzącemu słońcu.
- Nigdy cię tutaj nie widziałem. – po raz kolejny mogłam usłyszeć ten jego radosny ton głosu.
- może nie zwracałeś uwagi na obecnych tutaj ludzi. – rzuciłam obojętnie nadal patrząc na wznoszące się słońce.
- Może dlatego bo nikt o tej godzinie tutaj nie przychodzi?
-  przychodzę tu odkąd pamiętam.  
- Nigdy wcześniej cie tu nie widziałem.
- Powtarzasz się. – uśmiechnęłam się lekko.
- Czemu tutaj przychodzisz?
- Bo to jest jedyne miejsce gdzie nie zwariuje. – odpowiedziałam lekko ściskając dłoń na spodniach.
- No to witaj w klubie. – powiedział już normalnym głosem. Spojrzałam na niego zdziwiona i przez chwilę mu się przyglądałam. Gdzieś już go widziałam, ale nie byłam w stanie przypomnieć sobie gdzie.
- Jestem Harry. – chłopak wyciągnął w moją stronę swoją rękę. Przerzuciłam wzrok z twarzy na rękę bruneta. Czułam się tak dziwnie, jakbym się bała. Nigdy się nie boję, dlaczego teraz tak jest?
- Ivy. - niepewnie podniosłam swoją rękę i uścisnęłam ją z nowo poznanym chłopakiem. I w tej chwili wszystko przemknęło mi  przed oczami. Cały sen, tylko że w przyśpieszonym tempie tylko z tą różnicą że teraz przypomniała mi się jego twarz. To był on. To był Harry. Szybko zabrałam rękę i przerażona na niego spojrzałam. W jego oczach dostrzegłam dosłownie to samo. Nie byłam pewna co było powodem jego lęku, jednak czułam napięcie między nami które z każdą kolejną sekundą rosło. Jednak po paru minutach milczenia „zburzyliśmy” mur napięcia i normalnie rozmawialiśmy. A zasadzie, to było cudowne uczucia znów się do kogoś odezwać i wiedząc że ta osoba słucha cie z zainteresowaniem. Przegadaliśmy kilka dobrych godzin, jednak kiedyś musieliśmy się rozstać. Naszą rozmowę przerwał dziwnie znajomy mi głos.
- Harry! Wszędzie cie szukamy, wywiad jest za 30 minut! – nie zwróciłam uwagi na osobę trzecią, zamiast tego zwróciłam się ponownie w stronę morza nad którym już dawno świeciło gorące słońce.
- O matko, już jest 10.00? rany, już idę  – rzucił niechętnie spoglądając na zegarek który miał uwieszony na ręku. –  Ciesze się że poznaliśmy się. Mam nadzieję że kiedyś jeszcze się spotkamy. – kędzierzawy uśmiechnął się do mnie szeroko a ja odwzajemniłam gest.
- Harry! – znów usłyszałam natarczywy głos. Chłopak podniósł się a następnie zaczął czegoś szukać w kieszeni spodni. Wyjął z niej mały kawałek papieru i długopis którym coś zapisywał na karteczce a następnie podał mi ją.
- zadzwoń – uśmiechnął się wręczając mi kawałek papieru. Kiwnęłam głową i w tej chwili ostatni raz widziałam Harrego. Twarz ponownie zwróciłam w kierunku morza i znów zaczęłam myśleć.
- Ivy! – usłyszałam krzyk kędzierzawego, odruchowo odwróciłam się w jego stronę i tej samej chwili zobaczyłam też jak jego kolega również się odwraca. Szczerze? Niczego bardziej w tej chwili nie żałowałam. Razem z Harrym stał mój brat. To był jego głos.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz